Skocz do zawartości

Występują problemy techniczne, które mogą uniemożliwiać prawidłowe wyświetlanie strony dla pewnej części użytkowników. Pracujemy na tym, by przywrócić pełną funkcjonalność strony.


masakratorli

The Last Day, The Last Breath cz.4

Rekomendowane odpowiedzi

The Last Day, The Last Breath
 

Rozdział 1 cz. 4


...Moim oczom ukazał się blok F z ponumerowanymi komorami, przede mną stał ich sznur. Niekończące się eksperymenty udane i te które się nie udały. Ja i mój szef staliśmy na dużej werandzie, spojrzałem na niego chcąc coś powiedzieć ale zamilkłem i mu się po prostu przyglądałem, miał blado niebieskie oczy, krótkie czarne włosy tak jak ja, nosił na sobie luźną bluzę w kolorze żółtym która dobrze podkreśla jego dobrze zbudowane ciało, ma 190cm wzrostu tak jak ja z charakteru był podobny do mnie, lekko zadziorny, romantyk, no i wariat jak się patrzy. Z dużej stalowej werandy mieliśmy idealny widok na ponumerowane pomieszczenia, te z tyłu wyglądały jak fiolki z ziarenkiem. Był to ogromny podziemny hangar na ukrytym poziomie -4 do którego mieli wstęp nieliczni.
-witamy w bloku F
-całkiem spore pomieszczenie
-tak i cholernie niebezpieczne, zjedźmy na dół i znajdźmy F8.
-Eh..niech będzie
udaliśmy się w dół windą czułem się jak bym zatrzymał się w czasie, winda jechała w ciszy, delikatnie, bez żadnych drgań, lecz z każdym metrem czułem narastający we mnie niepokój, że coś może pójść nie tak.
-Jeff jakieś ostrzeżenie co do tego stwora?-zapytał szef 
-tak, uważajcie na ugryzienie, mutagen rozprzestrzenia się poprzez krew, ze względu na panujący tu chłód będzie mutował niemal że natychmiast.
-liczyłem na coś mniej drastycznego ale cóż...dziękuję.
Podążałem u jego boku w niezręcznej ciszy...z każdym kolejnym krokiem pomiędzy setkami pomieszczeń, czułem że oblewa mnie zimny pot. Każdy z pokoi był ponumerowany, miał opis przebiegu mutacji i co na nią wpływało. Zatrzymałem się przy jednym z kontenerów który miał numer 6 "Cerber", tak mówiła nazwa. Kontener był szklany na silnych podporach z tytanu, szkło było kuloodporne. Przyglądałem się czarnej kulce która znajdowała się wewnątrz kontenera. Z każdą sekundą czułem coraz bardziej że nie podoba mi się przebywanie w tym miejscu. Usłyszałem warczenie niespodziewanie czarna kulka się obróciła. Moim oczom ukazał się trójgłowy pies. Zrobiłem trzy kroki w tył, byłem przerażony ale i ciekawy tego zwierzęcia, nagle zapytał mnie szef..
- co jest Jeff?
-to..ma..trzy głowy!
-no shit sherlock!...co ty nie powiesz, naprawdę? przecież czytałeś nazwę, powinieneś się zorientować co to.
- ale nie sądziłem że będziecie mieć strażnika piekieł...skąd go wytrzasnęliście..
-eh..jest to nieudany eksperyment transmutacji genetycznej.
-to ksiega przebiegu choroby?! -zapytałem zdziwiony
- nie kur*a reklama z tesco...a na co ci to wygląda? -warknął szef
-na to na co to wygląda. -odpowiedziałem
-jak z tobą rozmawiam to czuje sie jak bym mówił do siebie. tak podobny do mnie jesteś że aż mi żal samego siebie.
-haha.
-wracając, tak to jest księga przebiegu choroby, która miała wyizolować jego dodatkowe kończyny. Wprawdzie pozbyła się dodatkowych dwóch nóg, ale w zamian dostał dwie głowy,i w ten sposób mamy cerbera. -objaśnił szef
-a co z jego zachowniem? -zapytałem
- widzisz kolor szkła?
-tak, jest zielony.
-to oznacza że osobnik znajdujący się w kontenerze nie jest zagrożeniem dla ludzi inaczej mówiąc jest to normalny pies, tylko że z trzema głowami.
-to niesamowite -powiedziałem z podziwem
-co w tym takiego niesamowitego? -zapytał szef
-to że jest ogromny i w dodatku bezpieczny.
-no nie do końca, biały fartuch go drażni, dlatego nikt kto tu wchodzi nie ma go na sobie, nie licząc ciebie.
-dlaczego?
-ponieważ był bity przez jednego z pracowników, który się miał nim opiekować.
-dupek.. -powiedziałem pod nosem.
-słyszałem, ale osobnik ten został natychmiast zwolniony. -powiedział z nutką odrazy.
-to dobrze.
-wracając do koloru szkła. są tu cztery kolory określające zachowanie danego stworzenia
zielony-stworzenie bezpieczne 
żółty-stworzenie częściowo niebezpieczne
czerwony-stworzenie niebezpieczne
czarny-stworzenie neutralne
to wszystko co musisz wiedzieć na tą chwilę. 
doszliśmy do pustego kontenera z numerem 8
-dobra chłopaki wsadzcie to tam. =stanowczo wydał rozkaz.
wstawili tam iście niebezpieczne stworzenie. Było ono ohydne, tak jak osoba, która zaraziła się mutagenem..
- dobra zamykajcie. Jak chcesz to nazwać?
-nie wiem.. a ma to znaczenie?
-ma..
-eh..to może ''zombie''?
-wporządku niech ci będzie ..dobra, izolujcie..
-czy kiedyś coś stąd uciekło..
- to mi wisi na plecach, zabierzcie to ze mnie!! -krzyknął jeden z  żołnierzy
-cholera nie daj się..
-no i go ugryzło.. -powiedział ze spokojem szef
nie myśląc złapałem szefa za rękę i zacząłem biec.
-hej! co ty robisz?!
-ratuje sobie życie no i tobie przy okazji..
-jak to?
-tak to, zaraz cała trójka będzie zarażona i przemieniona.
-ale dlaczego ratujesz mnie?!
milczałem biegnąc dalej i trzymając go za rękę nie puszczając.
-odpowiedz mi! -krzykną
- zamknij sie..bo zaraz tu przybiegnął. -uniosłem głos. 
-dobrze..
podbiegliśmy do windy próbowałem ją włączyć..
-cholera nie działa!
-jak to?!
-ktoś wyłączył prąd, ewidentnie chcąc nas tu udupić
-ja nie mogę, no i co teraz jeff?
-no nic, walczymy.
- eee, nie, mam lepszy pomysł zwiejemy schodami awaryjnymi.
- czyli?
-spojrz w górę, winda ma schodki więc wejdzemy po nich. 
-no to zawijamy dupy w troki, idź pierwszy Paul.
to był pierwszy raz kiedy nie powiedziałem do niego ''szefie''.
-dobra pods­adź mnie..
zrobiłem jak mnie poprosił
- jeff podaj rękę - krzyknął paul
chciałem chwycić go za rękę..zrobiłem to kiedy już miał mnie wciągnąć..
-jeff za tobą!
obróciłem się i zobaczyłem trójkę zombie biegnących w naszą stronę, byli coraz bliżej i bliżej...
-cholera..
jeden z nich złapał mnie za nogę z ogromną siłą, nie mogłem się uratować spojrzałem na paula w jego oczach ujrzałem głęboki strach jak nigdy wcześniej..
-puść..
-nie..
-zrób to i się ratuj..
-nie, wyjdziemy z tego razem kopnij go tak mocno jak umiesz proszę cię..
zrobiłem o co mnie prosił..cudem się udało on jednym szybkim ruchem wciągnął mnie na schodek..
-jap*******...myślałem że już po mnie
-nie gadaj też tak myślałem, a teraz spadajmy stąd - powiedział żartobliwie
-dobra paul, mamy przed sobą jakieś 10 metrów wspinaczki.
-oh jak cudownie nie marzyłem o niczym lepszym -powiedział sarkastycznie Paul
mineły około 2 godziny zanim wspieliśmy się na górę otworzyły się drzwi przed nami stał dyrektor główny..
-co tam sie do cholery działo?!
-jak by to ująć..spieprzyliśmy robotę..-powiedział rozczarowany paul
-co to ma znaczyć? -zapytał wściekły dyrektor
-to znaczy że zombie ugryzło jednego pracownika a potem pozostałych dwóch się zaraziło na dodatek, uciekając ktoś wyłączył prąd chcąc nas tam udupić, mało nie zgineliśmy i jeszcze ma pan do nas pretęsje?!, widać jak bardzo macie wykwalifikowany personel, że nawet martwego nie umie pożądnie zamknąć w pojemniku.. -uniosłem się
-jak to ktoś wyłączył prąd, korporacja umbrella ma najlepiej wykształcony per-
-no chyba śnisz, skoro jeden był gryźiony powinni do niego strzelać a nie stać jak te kołki i sie gapić! -przerwałem
-co ty sobie wyobrażasz mówiąc do mnie w ten sposób?! -krzyknął dyrektor
- mówie o tym co zauważyłem..jak narazie na dzisiaj mam dość wracam do domu -powiedziałem wściekły
-ja też mam dość jak na jeden dzień, wracam do domu -powiedział paul spokojnym głosem.
..chociaż ja w tym głosie wyczułem lekkie drgania przerażenia..
-dobrze idźcie do domów.
-dziękuję w imieniu swoim i Jeffa -powiedział Paul.
była 02:00 wracaliśmy razem do domu bo byliśmy wspólokatorami..
-Jeff..
-tak?
-mogę ci coś powiedzieć..ale obiecaj że nie zaczniesz się śmiać.. -powiedział Paul z opuszczoną głową
-możesz, obiecuje nie będę się śmiać
-bałem się..bałem się że już nie opuścimy tamtego miejsca żywi, bałem się jak nigdy dotąd..
-wiem, ja też
poklepałem go po plecach na znak zrozumienia..
-dzięki.
-za co? -zapytałem zdziwiony
-za uratowanie życia, gdyby nie ty to..
-nie dziękuj, zrobiłem co do mnie należało...
szliśmy jeszcze jakiś czas ulicą.. do okoła nas stały drzewa na przemian z latarniami, nie było żywej duszy, ulice były opustoszałe, mijaliśmy ciemne domy, po drodze natkneliśmy się na otwartu bar..nazwa nie brzmiała zachęcająco..
bar " pod pijanym trupem" patrząc na nazwę oboje zrezygnowaliśmy z odwiedzenia go, nie po tym co miało dzisiaj miejsce, w końcu dotarliśmy do naszego domu, otworzyłem drzwi, weszliśmy powoli..
-dobra jeff dzięki, udam się spać mam na dziś dość. -powiedział zmęczonym głosem paul
-ja też dobranoc 
-no dobranoc..
udaliśmy się w przeciwnych kierunkach, dotarłem do swojej sypialni rzuciłem fartuch na krzesło zaraz obok mojego łóżka, zdjąłem buty, położyłem się i niemalże natychmiast zasnąłem...
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytałem 1 i 2 część już dużo wcześniej... jakoś ominąłem 3cią (widzę, że została przysypana innymi pierdołami, dlatego nie zauważyłem) ale po tym temacie i dodaniu przez Ciebie 4tej części, nadrobiłem też i 3 :D Rób dalej swoje, bardzo duży plus ode mnie i gratuluję pozytywnej zajawki :) Oby więcej tu podobnych tematów! Pozdrawiam! :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Korzystając z tej strony zgadzasz się na Warunki użytkowania, Polityka prywatności i Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę..