Skocz do zawartości
masakratorli

The Last Day, The Last Breath. cz.2

Rekomendowane odpowiedzi

The Last Day, The Last Breath

Rozdział 1, część 2.

..21 marca 2020 roku ukończyłem akademię bio-genetycznej technologii i kurs medyczny na poziomie zaawansowanym.

Po 2 latach pracy w szpitalu czegoś się nauczyłem, spodziewać się nie spodziewanego tak było, kiedy otrzymałem dziwny list dokładnie było to 12 stycznia 2022 roku o godzinie 00:00 wtedy kończyłem swoją zmianę. Podczas szukania kluczy po kieszeniach natknąłem się na list bez nadawcy do mnie. Otworzyłem drzwi od klatki, hol był wypełniony ohydną zielenią pomieszaną z czarnym. Szedłem tym paskudnym holem do moich białych drzwi, kiedy już do nich dotarłem złapałem za klucze i chciałem otworzyć drzwi próbowałem przekręcić klucz w drzwiach.

-Cholera co jest ?! czemu nie mogę drzwi otworzyć?

Pchnąłem lekko drzwi były otwarte.

-Nie zamknąłem drzwi?! Pamiętam, że je zamykałem jak wychodziłem do pracy

Drzwi były otwarte a cały mój salon zdemolowany tak jak by przeszło tornado, moja śliczna niebiesko żółta tapeta była porozdzierana. Odchodziła ze ścian, białe meble były szare i połamane. Pobiegłem do sypialni mojego brata która była na lewo od salonu.

-Yoshi!, Yoshi!

-Tutaj!

Wbiegłem do czerwono-białego pokoju przez białe drzwi, łóżko stało na środku, a za nim była szafa i okno. Przy drzwiach stała mała szafka nocna z lampą. Przed łóżkiem leżał czarno-biały dywanik a pod nim była piwniczka.

Podbiegłem do piwniczki i ją otworzyłem.

-Co tu się działo?

-Przyszli jacyś goście otworzyli drzwi, jak gdyby nigdy nic i zaczęli szperać po pokojach z psami, zdążyłem się ukryć w piwniczce pod dywanem, dlatego mnie nie znaleźli. Mówili o tobie, że twoja głowa im się przyda w korporacji, reszty nie zrozumiałem, bo psy zaczęły szczekać.

-Nic ci nie jest?

-Skaleczyłem się w rękę.

-Pokaż.

Wyciągnął dłoń rozciętą od góry do samego czubka palca.

-Jezu, jak ty to rozciąłeś?

-O gwóźdź.

-Pewnie bolało.

-Trochę.

-Poczekaj, dostałem dzisiaj list bez nadawcy akurat do mnie. Wyrzucę go.

-Najpierw go przeczytaj.

-Nie sądzę, że to dobry pomysł.

-Otwórz.

Otworzyłem list, moim oczom ukazała się krwisto czerwona kartka.

-Mam złe przeczucie co do tego.

Otworzyłem kartkę złożoną na pół, ukazał mi się biały napis:

„Witamy! Tu korporacja Umbrela®. Chcemy złożyć panu ofertę pracy w naszej firmie, wynagrodzenie miesięczne będzie wynosiło 20 tysięcy euro, zapraszamy na spotkanie zarządu jutro przy ulicy Tekke w Tokio. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 22:30, w kopercie znajdzie pan dwa bilety na samolot prywatny który odlatuje dzisiaj o godzinie 14:00, nasi ludzie będą tam czekać na pana i pańskiego towarzysza. Zapraszamy!”

-To oferta pracy.

-Jakie wynagrodzenie?

Yoshi zajrzał mi przez ramię.

-20 tysięcy euro! nie myśl za długo pakujemy się!

-Nie jedziemy nigdzie.

-Jak to?

-Tak to, za wysokie wynagrodzenie tu jest jakiś haczyk, nie podoba mi się to. Jest napisane zbyt luźno jak dla pracownika, nie jest oficjalne i nie było nadawcy.

-Oh, daj spokój może korespondencja dostarczana od ręki?

-No na pewno od ręki jak by było tego mało to jeszcze potajemnie, ja tego nawet do ręki nie dostałem a znalazłem dopiero pod domem w kieszeni. Czy Ciebie to nie dziwi? To jest zbyt skomplikowane, żeby haczyka nie miało, nie chcę przyjmować tej oferty, bo coś czuję, że tylko narażę się na niebezpieczeństwo. Mało że siebie to i Ciebie. Wiesz jak mi na tobie zależy i dobrze wiesz czemu. Nie jedziemy.

-Ale…

-Żadne „ale” nie jedziemy i koniec. Wiem jak bardzo chcesz jechać do Tokio, ale zrozum nie chce cię narażać.

-No dobrze, zostańmy.

Udałem się do kuchni obok sypialni mojego brata, sypialnia była płomienisto żółta taka jak słońce. Miała hebanowe szafki i kuchenkę indukcyjną oraz dużą podwójną czarną lodówkę. Zanim wyszedłem zauważyłem, że Yoshi posmutniał. Chciałem go pocieszyć, tylko nie do końca wiedziałem jak. Bałem się, że zrobi coś głupiego. Ja tak bardzo nie chciałem go stracić, że nie zwracałem uwagi na to jak bardzo go krzywdzę. Wiedziałem, że będę żałował tej decyzji, ale chcę go choć trochę uszczęśliwić. Dopiero co zmarła nasza matka, powiedziano nam, że zmarła na zawał, ale miała dopiero 40 lat i zdrowe serce. Nie wierzę, że zmarła podczas jazdy. Prowadziła auto i nagle dostała zawału? Mi to nie pasowało, ale nie mówiłem o swoich wątpliwościach mojemu bratu, lepiej jak będzie myślał że to fatalny zbieg okoliczności.

-Eh będę tego żałował. Yoshi zacznij się pakować.

-Po co?

-Jedziemy.

-Gdzie?

-W pupkę jeża wiesz, a gdzie dostałem dwa bilety?

-Do Tokio? jedziemy do Tokio serio?!

-Tak, serio tylko pamiętaj o ubraniach.

-Oki.

Uśmiechnął się, uszczęśliwiłem go. źle, że nie wiedziałem co nas czeka, gdybym tylko wiedział w życiu bym się nie zgodził.

-Dobra idziemy spać kolorowych.

-Branoc.

Zasnąłem tak szybo, że nawet nie pamiętam, byłem wykończony po długim dniu w pracy, zdążyłem jedynie ustawić budzik na godzinę 12:00.

GODZINA 12:00

-Kurde, ale szybko wczoraj zasnąłem, idę zrobić sobie kawę.

-Mi też zrobisz?

-Już wstałeś?

-Tak, jestem pełen energii.

-Widzę, aż cię rozpiera.

15 minut później.

-Masz twoja kawa młody.

-Dzięki. Stary.

-No nie przesadzaj mam dopiero 20 lat.

-No właśnie więc podług mnie jesteś stary pryk.

-Grabisz sobie dzieciaczku.

-To że mam 17 lat nie znaczy, że jestem dzieciak jestem prawie dorosły. (powiedział lekko poirytowany)

-A pamiętasz co mówiła mama na to twoje „prawie”?

-Tak, że jeden palec w...

-NO! Spróbuj tylko to dokończyć.

-Niby co mi zrobisz, jak dokończę.

-chcesz się przekonać?

-Nie, nie będę ryzykować

Ubraliśmy się, sprawdziliśmy czy mamy wszystko. Usiedliśmy, żeby coś zjeść bo czeka nas długi lot prawdopodobnie. Jedliśmy śniadanie rozmawiając i wspominając śmieszne historie z Yoshim w roli głównej, naszego śmiechu nie było widać końca.

GODZINA 12:45

-Zbieraj się pomału.

Yoshi biegał po domu we wszystkie strony, potykał się o przewrócone meble i zbierał wszystkie swoje rzeczy. Poszedłem w jego ślady, ale ja uważałem na meble.

GODZINA 13:30

-Dobra wychodzimy Yoshi.

Byliśmy już przy drzwiach, gdy nagle Yoshi obrócił się i pobiegł do swojego pokoju.

-Czego znów nie wziąłeś?

-Teda...

Ted to jego ulubiony pluszak nosi go niemal że wszędzie.

-Ah, rozumiem, już możemy iść?

-Tak!

GODZINA 14:01

Weszliśmy przez duże obrotowe drzwi na lotnisko, tam ukazał się nam ogromny przeszklony dach. Jedna ze szklanych ścian na wprost nas była z widokiem na pas startowy. Główny hol był lawendowo-biały i stały w nim ciemno fioletowe fotele, po lewej stronie od drzwi była kasa z biletami a nad nią wielki telebim ukazujący stan wszystkich lotów, po prawej długi tunel prowadzący do centrum handlowego, na przeszklonym suficie wisiały lodowe żyrandole rozmieszczone w równych od siebie odstępach.

-Jesteśmy na lotnisku Yoshi.

-Całkiem spore.

-No trochę.

-Pan Jefferson Hyde?

Oczom ukazał mi się mężczyzna mojej budowy, czyli średnio umięśniony. Miał zasłoniętą twarz i włosy, za nim stało jeszcze kilka osób.

-Tak, a kto pyta?

-Oddział delta do pańskich usług, mamy pana eskortować do Tokio.

-Czekaj, po co mi uzbrojeni ludzie i zarazem eskorta? W ogóle to jak ty się nazywasz co?!

-Ponieważ jest pan bardzo ważnym gościem korporacji umbrela oraz dostaliśmy zlecenie pana eskortować, więc skoro pan tu jest możemy się udać do samolotu czyż nie?

-No…dobrze udajmy się tam, prowadźcie. (niechętnie się zgodziłem)

-Zanim ruszymy przedstawię cały oddział.

-A już myślałem, że nie poznam twojego imienia albo pseudonimu. (sarkastycznie)

 -Ja jestem Vektor, przywódca grupy i skrytobójca po mojej prawej Bertha, lekarz oddziału.

-Do usług.

-Za Berthą, Lupo nasz wojownik.

-Zawsze służę pomocą.

-Po mojej lewej, Four Eyes nasza specjalistka od zakażeń biologicznych.

-Zabierajmy się do pracy.

-Za nią, Beltway nasz saper.

-Dajcie jakieś bomby do rozbrojenia.

-Za Beltwayem, Spectre nasz snajper i poszukiwacz.

-Witam.

Vector, dziwny koleś w kapturze z maską gazową i podwójnymi opaskami w których były noże na wysokości ud, całkiem nisko jak na taki sprzęt zapięte.

Bertha, spora kobieta z blond warkoczem na plecach i maską gazową na twarzy oraz z ogromną maczetą przy prawej nodze.

Four Eyes, ładna Azjatka z delikatną karnacją, kruczo czarnymi włosami i niebieskimi oczami i maską zakrywającą tylko usta i nos, przy prawej nodze pistolet na strzykawki i po lewej nóż do rzucania i nie jeden, ale aż 20.

Beltway, ogromny facet dosłownie nie dość, że wysoki to i jeszcze całkiem szeroki z maską gazową na całą twarz i hełmem jak z drugiej wojny światowej, przy prawej nodze ma małą dubeltówkę.

-Teraz możemy ruszyć? (z nutką sarkazmu w głosie)

-Owszem, proszę udać się prosto.

Staliśmy pod wielkim oszklonym dachem w holu, w dużym zgiełku ludności. Vector wskazał w lewą stronę, tam były drzwi wyjściowe na pas startowy. Opuściliśmy hol i ukazał nam się duży biały samolot z napisem i logiem korporacji Umbrela. Obok niego stał kolejny facet. Hełm jak u beltweya, opaski jak u vectora, maska z czerwonym szkiełkiem, na prawym ręku opaska z pistoletem jak u four eyes. Mężczyzna miał około metr dziewięćdziesiąt, udaliśmy się w jego kierunku zatrzymaliśmy się przed tym mężczyzną.

-To jest nasz przełożony Hunk - powiedział Vector.

-Witam.

Przez tą maskę brzmiał jak Darth Vader.

-Proszę wsiadać do samolotu.

Wsiadaliśmy a naszym oczom ukazało się bogate, wszechstronne wnętrze maszyny w kolorze złotym. zajęliśmy miejsca, zapięliśmy pasy i udaliśmy się do Tokio.

GODZINA 22:30

Jesteśmy na ulicy Tekke przed ogromnym kilkunastu piętrowym drapaczem chmur wmieszanym pomiędzy małymi domkami, budynek był biały a na wysokości 4 piętra miał duży przeszklony balkon. Po kilku chwilach wyszedł mężczyzna w białym garniturze z czarnym krawatem, miał brązowe włosy. Ciężko było mi określić jego wiek, po rysach twarzy z takiej odległości nie widziałem go zbyt dobrze. Przemówił do nas.

-Witam! Jestem szefem korporacji umbrela, cieszę się że wszyscy są tu zgromadzeni, jak już wiecie wynagrodzenie wynosi 20 tysięcy euro, są tu zgromadzeni najlepsi bio-technolodzy i specjaliści od genetyki, będziecie pracować na rzecz kraju, prościej mówiąc będziecie tworzyć  broń genetyczno-biologiczną masowego rażenia. Wszyscy dostaną przydzielone mieszkania i prace. Na stołach leżą koperty z nazwiskiem każdego z osobna, są tam klucze do mieszkań. Każdy kto nie znajdzie swojego nazwiska a znajdzie imię i nazwisko towarzyszącej osoby będzie pracował u mnie w korporacji za podwojoną stawkę a więc poszukujcie szczęścia!

Stało 10 okrągłych stołów, na których leżały koperty ułożone w koło przeszukałem 9 stołów. Spojrzałem na ostatni, nie było tam mojego nazwiska a imię mojego brata.

-no młody będę harował za 40 tysięcy miesięcznie.

-serio?

-tak, tu jesteś tylko ty.

podałem mu kopertę z kluczami.

-czyli mam chatę na wyłączność?!

-zdaje się że tak.

-ale ekstra.

-nie ciesz się tak na zaś.

-osoby bez koperty zapraszam do korporacji, reszta niech się uda do mieszkań i czeka na dalsze informacje.

Udałem się do wnętrza korporacji przez duże szklane drzwi, wszedłem tam z kilkoma innymi mężczyznami. Między nami była również Four Eyes, jedyna kobieta w całym zespole techników. Szliśmy dużym sterylnie białym holem, po prawej była winda. Zjechaliśmy na ukryty poziom -3, wyszliśmy z windy, było tam ogromne, podzielone na sektory laboratorium i ogromne lodówki kriogeniczne. Nie wiem jak wygląda pozostała część korporacji, nie oprowadzono nas aż tak. Każdy dostał dokument do podpisania, na którym widniał napis.

„Umowa deklaracyjna

Niniejszym zezwalam na wykorzystanie moich danych w korporacji UMBRELA®. Oświadczam, iż zachowam wszystkie dane poufne oraz zgadzam się na wykorzystanie mojego ciała w celach naukowych (WYŁĄCZNIE PO MOJEJ ŚMIERCI W SKUTEK NATURALNY).

1. Należy nosić maski ochronne, rękawiczki lateksowe i stosować wszelkie środki ostrożności.

2. Zakazane jest wynoszenie jakichkolwiek materiałów biologicznych i próbek genetycznych.

3. Na terenie z obiektami testowymi zabronione jest palenie i spożywanie napojów alkoholowych.

...

zapoznałem się z niniejszym regulaminem.

Podpis”

Wtedy jeszcze nie wiedziałem co podpisałem i na co się skazałem…

Edytowane przez masakratorli

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Błędy. Interpunkcja leży i wyje. Na prawdę ciężko to się czyta (w porównaniu z poprzednim). Pomysł i wyobraźnie może i masz, ale ten tekst jest napisany tak że... No odechciewa się czytać przy tych zawiłych i dłuuuuuugich zdaniach. No i Yoshi? :( Jak ja nienawidzę tych japońskim imion. Ale to już tylko kwestia gustu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam zamiaru tu nikogo zniechęcać, ponieważ ten dział prosi się o takie osoby jak Ty, ale dość ciężko mi się to czytało... zbyt rozbudowane/zawiłe opisy (w książkach niby to bardzo trafna metoda, by dogłębnie zobrazować czytającemu - ocb), lecz w tym przypadku od połowy tekstu musiałem się "przymusić", by dokończyć to czytać... Błędy błędami, ale ta forma mogła trochę zniechęcić... W każdym bądź razie nie zrażaj się, pisz dalej, baw się tekstem, potrzebujemy tu takich osób jak Ty :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Korzystając z tej strony zgadzasz się na Warunki użytkowania, Polityka prywatności i Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę..