Skocz do zawartości

Występują problemy techniczne, które mogą uniemożliwiać prawidłowe wyświetlanie strony dla pewnej części użytkowników. Pracujemy na tym, by przywrócić pełną funkcjonalność strony.


masakratorli

The Last Day, The Last Breath.

Rekomendowane odpowiedzi

The Last Day, The Last Breath.

Rozdział 1

To się zaczęło w szpitalu... wybuchła dziwna, bardzo szybko rozprzestrzeniająca się epidemia... Ludzkie ciała natychmiast gniły i się rozpadały, wydawało by się, że to koniec epidemii ze ona tylko na tym poprzestaje, jednak w rzeczywistości było inaczej, ludzie zarażeni tym zmartwychwstawali i atakowali ludzi zdrowych... niestety byłem lekarzem w tym szpitalu. kiedy tylko spostrzegłem co się dzieje próbowałem uciekać, ale prawie na każdym piętrze były te potwory, uciekłem więc oknem... właściwie to przez nie wyskoczyłem złapałem się belki która wisiała na wyciągu... byłem tam jakiś czas zdezorientowany i oszołomiony całą sytuacją zacząłem się panicznie rozglądać, niżej zauważyłem  budynek. Dach tego budynku był dość blisko więc lekko się rozbiegłem i zeskoczyłem lądowanie było bolesne doznałem kilku większych otarć wtedy jeszcze nie wiedziałem na co zostałem skazany... dobiegło mnie głośne charkotliwe dźwięki, stwierdziłem że bezpieczniej będzie się przemieszczać po dachach i faktycznie było ale po kilku chwilach skakania jak trusia z dachu na dach dopadło mnie zmęczenie usiadłem i zacząłem myśleć... skąd się wzięła ta epidemia?, gdzie ma swój początek ?, ale nie mogłem do tego dojść za dużo pytań zaś za mało odpowiedzi wstałem zrobiłem kilka kroków do brzegu dachu spojrzałem w dół - panowała tam anarchia, kompletne zniszczenie. Zaczynało się ściemniać i ochładzać, musiałem znaleźć jakieś schronienie, przeskoczyłem jeszcze kilka dachów ale nie wiedziałem że czeka tam na mnie zło. Usłyszałem krzyk dobiegał on z mojego domu który był dwie przecznice od miejsca w którym byłem udałem się więc w kierunku krzyku, dotarłem na miejsce, wszedłem przez mały właz w łazience - na szczęście był otwarty. Kolejny krzyk, opuściłem łazienkę i zbiegłem po schodach zobaczyłem jak mój młodszy brat jest atakowany przez te stwory, mieliśmy remont wiec chwyciłem łom, wyskoczyłem i go rąbnąłem z całych sił kiedy na szali stało życie mojej rodziny. Nic się więcej nie liczy tym bardziej że mój brat to jedyna osoba która mi została... podszedłem do brata, był przerażony, złapałem go za ramie i zapytałem:

-ugryzło cię?

pokiwał głową przecząco

-możesz chodzić?

pokiwał przytakująco

-chodź poszukamy czegoś, aby się ciepło ubrać czeka nas survival życiowy

....

po kilku minutach niepewności znaleźliśmy dwa kożuchy z futrem, plecaki wypełniliśmy czymś na wygląd zupy pomidorowej ale w puszce, batonami proteinowymi z białkiem, koc  i małą poduszkę. Niestety podróż dachem odpadała mój brat nie może nadwyrężać stawów, poruszaliśmy się ukradkiem, szybko i możliwie jak najciszej. Mijaliśmy wiele kiedyś nam bliskich twarzy, ale to już nie było istotne nie da się im już pomóc pierwszym celem było dotarcie do bramy miasta i opuszczenie go, po kilku minutach byliśmy prawie przed bramą zostało nam wtedy około 300 metrów, no i wtedy nastał obrót spraw, na naszą niekorzyść  ''to'' zaczęło nas gonić, kiedy uciekaliśmy mój brat upadł i powiedział:

-nie dam rady...

-dasz rade chodź, bierz plecaki i wskakuj na moje plecy...

-Ale... będę tylko dodatkowym obciążeniem...

-nie będziesz, nie mamy czasu na kłótnie - wskakuj

przytaknął...

zaraz po tym jak mi wskoczył na plecy ruszyłem z kopyta...byłem już przy bramie zestawiłem brata i puściłem go przodem, zaraz po nim ruszyłem ja, kiedy już prawie byłem za bramą to coś złapało mnie za prawą nogę i próbowało ugryźć, ale jedyne co ugryzło to podeszwa od mojego buta na swoim ryju...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajne, ale mało :D Z tego "zarysu" można wydusić 5x więcej. Brakuje mi ciut konkretniejszego określenia czasu, miejsca albo przynajmniej rzeczy. Wydarzenia, punktu zaczepienia, dzięki któremu my, czytelnicy, możemy zorientować się gdzie tak na prawdę jesteśmy... żebyśmy mogli przenieść się w to miejsce, rozumiesz?  Napisz coś więcej. Mam na myśli nie tylko kolejny rozdział, ale i ilość tekstu :P  Wyczuwam (nie wiem czemu) dobry styl i liczę, że na tym rozdzialiku nie skończysz. Aaa! Ostatnie zdanie. Przeczytaj je sobie kilka razy na głos. Wg mnie coś jest tam nie tak ;)
 

Może odgrzebie swoje stare opowiadania skoro teraz wszyscy coś publikują :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nawet przeczytałem całość i ujdzie :P Może gdybyś pisała w formie " żeńskiej " - ja - spostrzegłam, wybiegłam... może wtedy utożsamiając się z Twoim bohaterem, to co piszesz, "wychodziłoby" z Ciebie łatwiej? Luźna myśl... ale z drugiej strony, skąd by tu babeczka miała tyle sił, żeby walić potwora łomem po głowie i dźwigać swojego brata na plecach ;P Czekam na następną część :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Korzystając z tej strony zgadzasz się na Warunki użytkowania, Polityka prywatności i Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę..