Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 22.06.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 1 punkt
    masakratorli

    The Last Day, the Last Breath cz.5

    The Last Day, the Last Breath Rozdział 1 cz.5 Godzina 06:00 *dźwięk telefonu -co jest?! kto dzwoni o takiej godzinie, halo?!- powiedziałem wściekły odbierając telefon -dzień dobry z tej stony dyrektor główny placówki umbrella z przyjemnością informuje pana o cztero tygodniowym urlopie i przeprszam za zaistniałą sytuację w naszej placówce, postaramy się odpowiednio ukarać naszych pracowników, urlop będzie płatny z góry, dowidzenia. -powiedział chłodno dyrektor po czym się rozłączył. -co do... dostałem cztery tygodnie płatnego urlopu, nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać. Nie ważne idę spać, czas odespać harowanie do 3 nad ranem.. Zasnąłem... Godzina 12:30 -jeff! jeff! -ugh.. co się stało -powiedziałem zaspany -w końcu wróciłeś do domu, prawie w ogóle cię nie widuję przez tą korporację w któjej pracujesz-powiedział yoshi z grymasem na twarzy -wiem że żadko się widujemy ale teraz wszystko nadrobimy, dostałem 4 tygodnie urlopu-powiedziałem czochrając jego włosy -naprawdę?! to świetnie.Pójdziemy do kina albo na pizzę? -zapytał rozpromieniony yoshi -oczywiście, możemy najpierw do kina potem na pizzę, tylko daj mi się ubrać - to ja lecę się szykować -yoshi wybiegł z pokoju śmiejąc się radośnie - co za lekkoduch -powiedziałem z uśmiechem kręcąc głową Godzinę później... - gotowy już ? -zapytałem -jasne! to idziemy? opuściliśmy mieszkanie, podążaliśmy kolorowymi ulicami tokyo rozmawiając i śmiejąc się. - to na jaki film idziemy, yoshi masz jakiś pomysł? -ummm..może "piranie atakują"? a-albo " rybki z ferajny" ? -powiedział lekko zarumieniony - haha, zakochałeś się w tych rybach czy co jak nie piranie to rybki haha - to na piranie idziemy -powiedział stanowczo -niech ci będzie ale jak znowu przyjdziesz i powiesz że spać nie możesz to załaskocze cię na śmierć muahaha -powiedziałem i zaśmiełem się jak doktor zło -ugh..-wydusił przewracając oczmi z uśmiechem na twarzy zaczeliśmy rozmawiać o starych czasak jak to było kiedyś... -brakuje mi tego wspólnego spania -powiedział yoshi -tak?? a to czemu ? -powiedziałem po czym uniosłem brew -bo miałem ciepło... -powiedział odwracając twarz z grymasem -mamy obecnie środek lata, nie potrzebne ci dodatkowe ogrzewanie -niby nie ale jednak trochę mi brakuje czasów kiedy się mną opiekowałeś, jak byłem mniejszy zawsze mnie tuliłeś do snu -powiedział usmiechnięty -komuś tu się na sentymęty zebrało -powiedziałem patrząc w przód z uśmiechem na twarzy - heloo jesteśmy w końcu braćmi, rodzinny obowiązek powspominać -powiedział po czym uniusł brew -noo, do dziś nie zapomnę jak biegałeś z garnkiem na głowie krzycząc że jesteś lord vader hahah -ej, to żenujące było akurat.. -ale zabawne tak samo jak dzień w którym biegałeś nago po domu a ja cię goniłem z pieluchą haha, stare dobre czasy -no weź nie przy ludziach- powiedział oburzony -a co to, jak mały wiperdzielałeś gile z nosa i wszyscy widzieli to już pretęsji nie było? -zapytałem aby go zdenerwować -jednak miałem racje twierdząc że ostatni cham z ciebie haha -myślałem że już o tym wiesz ? haha ... w tym samym czasie w szpitalu placówki umbrella Blok S -źle...się...czuję -powiedział pracownik poczym zemdlał -blok S, zemdlał pracownik i dostał drgawek przenosimy go do oddziału głownego w bloku S+ ... -jesteśmy już pod kinem -na to wygląda podszedłem do kasy, za drzwiami siedział mężczyzna w podeszłym wieku wyglądał na zmęczonego - dzień dobry dwa bilety na film "piranie atakują" poproszę -to będzie 200Y -powiedział charkotliwie starszy pan -proszę.. staruszek trzęsoncą sie ręką udarł dwa bilety i wysunął przez okienko -dziękuję, no młody idziemy bo najlepsze miejsca zajmą.. po dwóch godzinach sensu.. -jezu myślałem że mi tyłek ucieknie -powiedziałem obolały -te fotele były tak nie wygodne że chyba wolał bym te dwie godziny stać -powiedział yoshi - zgodzę się z tobą, to co teraz pizzzza?-powiedziałem przedłużając - czemu nie, patrz jeff tam jest pizzeria - wskazywał palcem yoshi -pizzeria papy, brzmi starym dziadkiem haha -pasuje do ciebie to idziemy -powiedział yoshi z myślą że właśnie mi dokopał Szliśmy około 500 metrów prosto, mijaliśmy różne kolorowe sklepy, przeszliśmy na pasach na drugą stronę ulicy i weszliśmy do pizzeri. Przywitała nas bardzo ładna kobieta, była wysoka, szczupła, miała obcisłą skórzaną sukienkę która podkreślała jej biust, jej piękne długie włosy opadały delikatnie na jej prawe ramię, miała hipnotyzująco ponętne spojrzenie przez zieleń jej oczu, kiedy zawiał wiatr z wiatrak zza jej pleców poczułem woń słodkich perfum, obserwowałem ją ze stolika obok wejścia i poczułem dziwne ciepło kiedy podeszła.. yoshi przeglądał menu a ja wpatrywałem się w nią jak w obraz, namalowany na najdelikatniejszym płótnie jakie mogło istnieć.. -nie gap się tak bo ci oczy wypadną- powiedział yoshi zza karty kilka minut później, podeszła do nas ona... -witam w czym mogę pomóc? -powiedziała odgarniając włosy które przez wiatr opadły na jej klatkę -chcieli byśmy zamówić pizzę diablo -powiedział yoshi -dobrze za chwilę podam -powiedziała odchodząc z uśmiechem uśmiechąłem się równierz.. -jeff! -cooo..-powiedziałem miękko odwracając się w strone brata *plask* -ał! -weź się w garść i nie gap się tak jak ostatni cham, trochę powagi -powiedział zdenerwowany yoshi -a na co mam sie patrzeć, nie moja wina że oczy same mi uciekają. -faceci..-wzdechnął yoshi - i kto to mówi -powiedziałem rozweselony -jak ci się tak podoba to czemu nie zaprosisz jej na kawę? -zapytał yoshi -czemu nie.. podeszła do nas kelnerka z pizzą -proszę -powiedziała nachylając się nad stolikiem -dziekuję..-powiedział yoshi -przepraszam, czy miała by pani ochotę na kawę?-zapytałem cały czerwony -czemu nie, czekałam aż zapytasz widziałam jak się przyglądasz, mam na imię lucy ale mówią mi lu a ty ? - kire..z-znaczy się piękne imię -powiedziałem pod nosem -dziękuję -powiedziała wytykając język w przyjacielski sposób odrazu ją polunbiłem, wydawała się być lekko zadziorna. -mam na imię jeff -powiedziałem uśmiechając się -kończę za godzinę -powiedziała przed odejściem podając mi kartkę z numerem telefonu -idź -powiedział yoshi -dzięki znacznie później -to co idziemy na spacer - powiedziałem -czemu nie, a jak coś się stanie?-powiedziała sprawiając wrażenie przejętej -obronię cię -powiedziałem pewny siebie -z takim ciałem napewno -powiedziała kładąc swoją dłoń na mojej klatce piersiowej podążaliśmy kolorowymi ulicami tokyo z wielu miejsc dobiegała muzyka taneczna, wszystko było tak barwne jak sen. ... tym czasem w bloku S+ -cholera co to jest?! -aaa zabierzcie to ze mnie -dzwonię do jeffa niech się tu pojawi bo nie mam pojęcia co tu się właśnie dzieje! ... -wybacz mój telefon dzwoni -powiedziłałem do lucy odebrałem w pośpiechu widząc numer korporacji -tak? -jeff jest tu coś nie tak! przyjdź natychmiast do bloku S+ (krzyki w tle) -co się tam do cholery dzieje ?!-zapytałem z przerażeniem -pośpiesz się nie wiem jak długo ich utrzymamy -ich?... (szefie zamkneliśmy śluzy na tyłach budynku, reszta jest bezpieczna) -usłyszałem w tle zaraz tam będę nie dotykajcie niczego -wykazywał ktoś jakieś dziwne objawy ? -jeden z pracowników dziś zamdlał i dostał drgawek po czym przestał oddychać. Nagle zaczął biegać jak gdyby nigdy nic ale nie jest to naturalny sposób biegania taki trochę przekrzywiony. -może to być mutagen z numerem 004. -004?! co on tu robi? przecież jest w placówce na północy ? -powiedział zdziwiony mark -zaraz będę czekajcie w sterylnym laboratorium nie otwierajcie go pod żadnym pozorem!-przestrzegłem marka po czym się rozłączyłem -coś się stało ? - zapytała lucy -muszę natychmiast wracać do pracy, obowiązki wzywają -no dobrze, to do jutra ? -zapytała z nadzieją - jedź do mnie, powiedz mojemu bratu żeby spakował wszystkie rzeczy jakie są w domu i nie otwierał nikomu wiecęj drzwi, ukryjcie sie w piwniczce pod domem, jest do niej tylne wejście przyjadę po was.. -ale o co chodzi? -zapytała zmartwiona lucy - nie mam czasu tłumaczyć poprostu udaj się pod ten adres jak najszybciej -powiedziałem w pośpiechu podając jej kartkę z adresem zacząłem biec w strone placówki na połódniu, przebiegłem przez ulicę powodując piski opon aut jadących z naprzeciwka, po kilku minutach dotarłem do placówki, po wejściu do wnętrza natychmiast złapałem za biały fartuch z logiem placówki i dostałem się do Bloku S gdzie miał czekać na mnie mark -halo?! -jeff jak dobrze że jesteś myślałem że nie przyjdziesz -powiedział mark -powiedz najpierw co tu się stało ...czemu tu jest taki burdel ? -Z jednego zrobiło się sześciu, a potem była to już chorda. Więc wpadła chorda i zaczeli wszystko rozwalać wydawali z siebie dziwne dzwięki. -ok, nie pozwól żeby który kolwiek się stąd wydostał, wiem czym to jest i uwierz nie jest to nic dobrego, na to nie ma lekarstwa, jedynie śmierć mózgu jest wyjściem, nie może być to śmierć na sposób utonięcia, to nie zadziała bo wszystko oprócz mózgu jest już martwe. Z placówki na północy mógł to ktoś wynieść jest ciepło więc mutagen się rozprzestrzeniał bardzo wolono po organizmie tu jest znacznie chłodniej więc zmutował natychmiast. W północnym zakładzie nazwaliśmy to "zombi" albo mówimy "szwędacze" zarażasz się przez kontakt z krwią jeżeli masz otwartą ranę lub jeżeli to coś cię ugryzie, zombie są bardzo agresywne i atakują w grupach bo w grupach się przemieszczają zazwyczaj, reagują na chałas. -skąd ty to wiesz? -zapytał zdziwiony mark -yyy...miałem okazje pracować z wynalazcą tego "cuda" -powiedziałem sarkastycznie -to co mamy teraz zrobić ? -zapytał mark - zabić wszystkich i przy okazji nie dać się zabić -standard.. -musimy zachować ciszę, ile osób było w bloku S+? -około 450, a co ? -o cholera... to mamy przesrane mówiąc szczerze. Skontaktujmy się z szefem głównym może on coś wymyśli -nie robił bym tego ale no dobra spróbować nie zaszkodzi -a masz jakis inny pomysł ?! jest nas dwóch co chcesz zdziałać w takiej "grupie" ? -powiedziałem nerwowo -w sumie to zadzwońmy -przyznal mark 15 minut później -mają przysłać wsparcie -mam złe przeczucie co do tego -powiedział mark krecąc głową -zmywajmy się stąd -dobra ale masz jakis pomysł? -zapytał mark -mam ale najpierw czy przenieśli tu kogoś z mojego oddziału? -ciebie i paula -gdzie on teraz jest? -wyszedł na chwilę z placówki -idziemy po niego jego umysł nam sie przyda..-powiedziałem wierząc że jeszcze żyje -powinien być gdzieś przy moście -ciężarówki, są tu jeszcze ? -tak w garażu była jedna -idziemy po nią -powiedziałem szybko -coś ty taki narwany? -myślę szybko okej, nie widzi mi się po niego biec -biec? -zapytał mark -nie ważne, masz przepustkę do garażu prawda?-zapytałem -tak, mam -to lecim z tym koksem a jeszcze jedno, umiesz się bić ? -powiedzmy że umiem- powiedział odwracając wzrok -ok czyli nie umiesz -powiedziałem -... udaliśmy się przejściem między blokiem S a S+, było cicho nawet za cicho po chwili usłyszeliśmy charczenie... -cholera i co teraz? -powiedziałem szeptem -nie wiem może obejdźmy go -usłyszy nas, patrz tam jest nóż, mam plan słuchaj podejdę po niego a ty się nie ruszaj, jak dam ci znak ściągniesz go na siebie, a i nie krzycz bo reszta się zleci -zajebisty plan... -powiedział zły mark -nie marudź lepszy taki jak dać się zjeść... zakradłem się po cichu, sięgałem już po nóż, nagle zadzwonił mój telefon, nie wyciszyłem go. Pomyślałem "cholera już mnie ma jak na talerzu" ścisnąłem kieszeń, telefon zamilkł ale zombie udał się w stronę dzwięku, chwyciłem nóż, kiedy był blisko na tyle że mogłem go usunąć wbiłem nóż z całej siły w jego oko, upadł następnie wyjąłem nóż i swoim ciężkim butem zmiarzdżyłem mu czaskę, aby napewno nie wstał -jasna cholera, ty jesteś bardziej niebezpieczny niż te zombie -powiedział lekko wystraszony mark -ta.. -dobrze że się z toba trzymam hehe..- powiedział nerwowo szliśmy dalej korytarzami pochwili dotarliśmy na miejsce.. -jest! ciężarówka -powiedziałem uradowany -patrz paul!- wskazywał mark -biegiem! -jasna cholera 8 lat temu biegałem, ty chcesz mnie definitywnie zabić -podsumował mark -paul do ciężarówki -krzyknąłem -co? -zapytał zdziwiony paul -jajco wsiadaj szyybkoo! paul bez namysłu wbiegł do ciężarówki nastepnie my dotarliśmy do ciężarówki -uff, myślałem że nas zjedzą -powiedział mark z ulgą -ale kto ma was zjeść? -zapytał paul -aleś ty nie domyślny, mówi ci coś kod 004? -o żesz... ale że tutaj ?! jezu zjeżdżamy stąd -jasne ale ja prowadzę -powiedziałem -o jezu, zapiąć pasy trzeba bo nas pozabijasz odpaliłem ciężarówkę, i wyjechałem razem z drzwiami od garażu -jeff, to ty robisz ?! -prowadzę... -prowadzę nas do grobu - zaśpiewał paul -haha -zasmiał się mark -jedziemy do mnie po resztę -powiedziałem po kilku minutach dotarliśmy do mnie -czy to tylne wejście do ciebie? -zapytał paul -tak -odparłem otworzyłem drzwi.. -jeff ! -krzyknął yoshi -do ciężaróki wsiadaj, lucy ty też -ale co się dzieje? -odparła zdziwiona lucy -wytłumaczę w trasie wrzuciliśmy wszystkie rzeczy do ciężarówki -teraz do sklepu, bierzemy tylko rzeczy długo terminowe, bierzemy tyle ile się da, tylko w kartonach. wszyscy patrzyli na mnie jak na wariata, ale wiedziałem że za chwilę zrozumieją... w drodzę do sklepu radio nadało komunikat o zagrożeniu biologicznym i kazało ukryć się w bunkrach, piwnicach i zabezpieczyć się w jedzenie oraz picie -jeff, czy to o tym chciałeś nam powiedzieć? -tak, teraz już nie patrzycie jak na skończonego kretyna? -powiedziałem patrząc na drogę -sklep!-krzyknął yoshi -szybko przynieście noże, koce, jedzenie i wodę mogą być też jakieś narzędzia typu klucz francuski i śrubokręty. Po kilku minutach zbierania wszystkiego do ciężarówki odjechaliśmy, udaliśmy się w stronę chiby najbardziej wysuniętego miasta na wschód od tokyo... jechaliśmy kilka godzin na zmianę, miasto było duże, ale było to miasto portowe. Port zapewniłby nam ucieczkę na otwartą przestrzeń zanim epidemia opanowała by całe tokyo i jego okolice bynajmniej taki miałem plan ale wtedy stało się to czego się bałem...
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
×

Powiadomienie o plikach cookie

Korzystając z tej strony zgadzasz się na Warunki użytkowania, Polityka prywatności i Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę..